Blog

Arskom Group to przede wszystkim ludzie. Eksperci i pasjonaci, którzy stale pogłębiają swoją wiedzę i zdobywają nowe umiejętności. W tym miejscu specjalnie dla Was piszemy o tym, co w świecie marketingu najważniejsze i najciekawsze.

Lechia rozbiła marketingowy bank! Messi z Indonezji w Gdańsku

Lechia rozbiła marketingowy bank! Messi z Indonezji w Gdańsku

2018-03-13 14:45:33 - Autor: Piotr Glinkowski

Egy Maulana Vikri – filigranowy siedemnastolatek z Indonezji to największą gwiazdą Lechii Gdańsk! Przynajmniej na kilka dni. Choć brzmi to jak żart, żartem wcale nie jest. W Europie niemal nikt o nim nie słyszał. W swoim kraju Vikri uchodzi za wielki talent. Tylko na Instagramie ma ponad 700 000 obserwujących. To nowy, absolutny rekord Ekstraklasy.

Wystarczyło kilkadziesiąt godzin, by Lechia Gdańsk przeskoczyła Legię Warszawa i stała się najpopularniejszym polskim klubem na Instagramie. Licznik w serwisie społecznościowym kompletnie oszalał. Jeszcze kilka dni temu Lechia miała nieco ponad 20 tys. fanów, wczoraj wieczorem 138 tysięcy, a przed chwilą 153 tys.! To jednak na pewno nie koniec, bo obserwujących cały czas przybywa. Vikri to największy piłkarski talent w Indonezji i według jednego z ubiegłorocznych raportów jeden z 60 największych na świecie. Nic dziwnego, że Indonezyjczycy wzięli pod lupę Lechię. Są głodni sukcesu, a Vikri daje im nadzieję na jego osiągnięcie. Przypomnijmy sobie, jak jeszcze przed erą Roberta Lewandowskiego z zapartym tchem śledziliśmy wszelkie ruchy na rynku transferowym z udziałem Polaków. Ich głód wielkiego futbolu jest jeszcze większy.

 

Asian dream       

Sprowadzenie Vikriego to dla Lechii marketingowy strzał w dziesiątkę. Pierwszego dnia klub sprzedał 50 koszulek z jego nazwiskiem. Zamówień jest jednak już znacznie więcej, a potencjał wydaje się niemal nieograniczony – w Indonezji mieszka ponad 260 milionów ludzi. Kierunek Azja – to kierunek marzenie niemal dla wszystkich klubów świata. To właśnie na rynku wschodnim najwięksi budują swoją przewagę i zarabiają miliardy  dolarów. Wystarczy przyjrzeć się azjatyckim tournée Bayernu, Realu czy Barcelony. Jednym z pionierów był Manchester United, który pojechał do Azji po raz pierwszy ponad 40 lat temu. Dziś zbiera owoce swojej pracy. Na wschodzie Czerwone Diabły są najpopularniejszym europejskim klubem.

Pierwsza czwórka na liście popularności w Azji to kluby z Premier League. Nie ma w tym choćby cienia przypadku. Począwszy od kibiców, poprzez sponsorów i inwestorów – wszyscy uwielbiają brytyjski futbol. Stacja telewizyjna z Singapuru zapłaciła 190 milionów funtów za prawa do transmisji Premier League. W ubiegłym sezonie 38% widzów przed telewizorami pochodziło z Azji i Oceanii, a kluby Premier League i Championship w ostatnich latach związały się umowami sponsoringowymi łącznie z kilkudziesięcioma firmami z Azji. Jest to miłość z wzajemnością – w Azji kochają angielską piłkę, w Anglii kochają azjatyckie pieniądze. I tak puchar Ligii Angielskiej od 2017 roku zmienił nazwę na Carabao Cup, a władze PL poważnie rozważają dostosowanie godzin rozgrywania niektórych spotkań do czasu w Chinach.

W La Liga poszli o krok dalej – przenosząc cześć najważniejszych spotkań z godzin wieczornych na wczesnopopołudniowe. Gran Derbi o godzinie 12:00 czy 13:00 to ukłon właśnie w kierunku kibiców ze wschodu. To gigantyczny rynek, o który warto się bić. W grę wchodzą niewyobrażalne pieniądze. Tylko inwestorzy z Chin wykupili w ostatnich latach udziały w europejskich klubach warte ponad 2 mld dolarów. Prezydent FC Barcelony otwarcie deklaruje, że dzięki otwarciu na Azję do 2020 roku klub ma po raz pierwszy w historii wypracować rocznych przychód przekraczający 1 000 000 000 Euro.

Wspomniana Duma Katalonii nie chce pozostawać w tyle za klubami z Premier League. Obecnie współpracuje z kilkoma uniwersytetami w Chinach, a w Haikou otworzyła swoją pierwszą akademię. Na pierwszy trening zgłosiło się 1000 chłopców. To jednak dopiero pierwszy krok. FC Barcelona ogłosiła swój plan budowy w Chinach największego piłkarskiego ośrodka na świecie. To połączenie akademii, muzeum i gigantycznego sklepu.

Content is… from Asia     

By podbić Azję nie wystarczy w niej bywać. Trzeba w niej po prostu być. Największe kluby świata – w tym FC Barcelona, Manchester United, Manchester City, Real Madryt i Bayern Monachium, mają tam swoje biura. To konieczność, by zrozumieć rynek i zbudować prawdziwą więź z kibicami. To opowieść o kreowaniu drugiej tożsamości. Nie wystarczy prowadzenie social media po mandaryńsku. Kluby zatrudniają sztab ludzi tworzących content dedykowany tylko dla azjatyckiego rynku. Manchester City wziął nawet udział w piłkarskim reality show w Guangdong. Napoli i Totenham podczas tourne zatrudniły azjatyckich dziennikarzy, którzy tworzyli zakulisowe materiały.

Korzyści dla europejskich klubów są oczywiste. Okazuje się jednak, że z perspektywy np. Chin tak duże inwestycje w piłkę nożną to coś więcej niż kaprys. Jak wynika z raportu agencji The Red Card, która przeprowadziła badanie z udziałem 30 tys. kibiców z Chin, aż 2/3 respondentów chętniej sięgnie po produkt danej marki jeśli jest ona sponsorem klubu piłkarskiego. Z tyłu głowy należy mieć także niezwykle ambitne plany Chin, które do 2050 mają stać się światową piłkarską potęgą. Narodowa strategia zakłada budowę do tego czasu 20 tys. akademii piłkarskich, w których trenować będzie 50 mln dzieci.

 

Stacja Gdańsk 

Niestety nie oszukujmy się – Lechia Gdańsk nie jest Barceloną, a Vikri to nie Shinji Kagawa (w dniu jego transferu do Dortmundu Borussia sprzedała 5000 koszulek z jego nazwiskiem). Należy nieco stonować nastroje i na podbój azjatyckiego rynku spojrzeć po zdjęciu różowych okularów. W krótkoterminowej perspektywie sprowadzenie Vikriego to doskonała decyzja. Na długoterminowe efekty trzeba poczekać.  Sprowadzenie wschodzącej gwiazdy to bardzo dobry, jednak dopiero pierwszy krok. Krok, który już przynosi korzyści, jak np. wzrost możliwości komercjalizacji klubowych mediów społecznościowych. Teraz wszystko w rękach, a w zasadzie w nogach młodego Indonezyjczyka. Jeśli jego piłkarski rozwój będzie prawidłowy i status wschodzącej gwiazdy zamieni w status gwiazdy – wówczas drzwi do zdobywania pieniędzy na rynku azjatyckim dla Lechii zostaną otwarte. Dziś dla klubu z Gdańska został otwarty najwyżej lufcik.

Piotr Glinkowski