Sport

Chleba czy igrzysk?

Chleba czy igrzysk?

2018-03-05 10:01:23 - Autor: Katarzyna Kochaniak

Tuż przed chwilą opadł kurz, a właściwie śnieg po ceremonii zamknięcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w odległej Korei Południowej. Jak każde, i te budziły sporą dawkę emocji, choć poza kilkoma momentami z podniesioną adrenaliną, dla nas, przebiegały one raczej bez przyspieszonego bicia serca. Znajdzie się wielu, którzy będą się pastwić nad sportowcami, trenerami czy działaczami, a ja tymczasem chciałabym się skupić na samej inicjatywie igrzysk olimpijskich. 

Za cztery lata zimowe igrzyska zawitają w Państwie Środka, a Pekin będzie pierwszym miastem-gospodarzem zarówno zimowych, jak i letnich igrzysk. Na tej kanwie przypominam sobie akcję z organizacją ZIO w Krakowie w 2022. Jak wiemy, mieszkańcy Grodu Kraka wyrazili kategoryczny sprzeciw, choć nie do końca wybrzmiały argumenty na nie.

Polacy są narodem, który kocha sport, kibicujemy naszym, emocjonujemy się każdym występem Biało-Czerwonych, a i duże imprezy potrafimy przecież organizować (patrz: Euro 2012 czy MŚ 2014, ME w piłce siatkowej czy ręcznej). Skąd więc taka niechęć do organizacji samych IO?

Z pewnością swoistą barierę stanowią koszty budowy samej infrastruktury, które są olbrzymie, ale to dopiero początek góry, która nazywa się: „a co dalej po…” 

Jak pokazały duże światowe imprezy, w pocie czoła i ogromnym wysiłkiem ludzkim oraz finansowym wybudowane obiekty niszczeją, licytują je komornicy, a w ostateczności zostają rozebrane. Tak stało się, m.in. ze stadionami po Igrzyskach w Grenoble czy Albertville i stanie się po zakończeniu Paraolimpiady 2018 z Pyeongchang Olympic Stadium. Pytanie zatem, czy dwa tygodnie zmagań sportowych herosów jest warte takiej ceny?

Od lat balon pod nazwą igrzyska olimpijskie rośne do granic możliwości. Wydaje się, że kolejne już nie przebiją poprzednich, jednak wciąż znajdują się tacy, którzy są w stanie wyłożyć olbrzymie kwoty na organizację zawodów. Zresztą to nie tylko IO, ale też euro czy piłkarski Mundial, wszak i nas nie ominął syndrom po…

Trochę trudno nam na wyrost uwierzyć w tzw. „efekt barceloński”, który wyniósł stolicę Katalonii po letnich igrzyskach w 1992 roku do pierwszej ligi turystycznych destynacji. I choć my sami mogliśmy się przekonać, że polsko-ukraińskie piłkarskie euro znacząco wpłynęło na rozpoznawalność Polski i zwiększyło ruch turystyczny, dalej igrzyska olimpijski jawią nam się jako „obierające chleb niż go przynoszące”.

Czy kiedykolwiek Polacy będą gotowi na organizację IO? Czy znajdą więcej pozytywów niż negatywnych aspektów? Warszawa, Kraków, a może organizator igrzysk dla sportów nieolimpijskich - Wrocław? Ja trzymam kciuki!

Katarzyna Kochaniak